I have no time

9/10, Poznań, PL

© Mateusz Sadowski

2019

I gotta go, 2019
I gotta go, 2019
Untitled, 2018
Untitled, 2018
Untitled, 2018
Untitled, 2018
I have no time, 2019
I have no time, 2019
Untitled (Hand clock), 2019
Untitled (Hand clock), 2019
Untitled, 2018
Untitled, 2018

 

As we know, there is something extremely frustrating in dealing with constantly busy people. "Lack of time", though it seems like a banal excuse, it is in fact almost a final refusal, reaching rhetoric from the repertoire of the ontological level. What does it mean to have no time? To not be in possession of something that constitutes any form of presence? A meeting rescinded or postponed for a posthumous moment? Who does time belong to? The private time and the time of the institution is the same: it is "the bureaucracy that we all create". The negativity concealed in this lack, however, is not explicit, it is put in the brackets of a phrase signaling impatience or resignation, a passive signal of an unspoken but final refusal. In this context, life is transformed into a series of interests, a hurried series of meetings motivated only by the implementation of particular aspirations. "Lack of time" represents the idea of time taken out of the mechanism of commitment. In this context, even everyday romance becomes only a banal business.

Escape from love always ends at work. Thus, the scenery, which would even allegorically point to this basic abandonment, could also have something of the modern ruins of love in a world that is under the weight of rush and interests. This is the scenery of the interrupted career: tacky finishing materials counted in meters, porous headlining, a watch, car interior, outline of 

the human head along with the receding suggestion of a self-portrait. A half-deserted office building, a small room on the fifth floor, snarling fluorescent lamp. Here time has stopped working on anyone's advantage. There is only space left without any relationship with its outside, guarded during the day and night, secured for the future, imagined interest, perhaps some attempt to return to the previous form of romance with the world that exists in a distant suspension. Unfortunately, the arrow of time goes only one way. There are, therefore, only gestures that simulate contact, images of reaching and simultaneously withdrawing from the world to which there is no return. Each subsequent space created in this postponement is just a directed utopia.

 

Marcin Czerkasow

 

 

 

 

 

 

Jak wiadomo, jest coś nad wyraz frustrującego w obcowaniu z nieustannie zajętymi ludźmi. „Brak czasu”, choć sprawia wrażenie banalnej wymówki, to w rzeczywistości odmowa niemal ostateczna, sięgająca retoryki z poziomu ontologicznego repertuaru. Co bowiem oznacza nie mieć czasu? Nie być w posiadaniu czegoś, co stanowi o jakiejkolwiek formie obecności? Spotkanie uchylone czy odroczone na moment pośmiertny? Do kogo w ogóle należy czas? 

Czas prywatny oraz czas instytucji jest tym samym: to „biurokracja, którą tworzymy wszyscy”. Negatywność kryjąca się w tym braku nie jest jednak jawna, zostaje wstawiona w nawias frazesu sygnalizującego zniecierpliwienie lub rezygnację, pasywny sygnał niedopowiedzianej, lecz ostatecznej odmowy. W tym kontekście życie przekształcone zostaje w serię interesów, pospieszną serię spotkań motywowanych jedynie realizacją partykularnych dążeń. „Brak czasu” reprezentuje ideę czasu wyrwanego poza mechanizm zobowiązań. W tym kontekście nawet powszedni romans staje się wyłącznie banalnym biznesem. 

 

Ucieczka przed miłością zawsze kończy się w pracy. Zatem sceneria, która miałaby choćby alegorycznie wskazywać na to bazowe opuszczenie mogłaby mieć w sobie również coś ze współczesnych ruin miłości w świecie uginającym się pod ciężarem pośpiechu i interesów. To sceneria przerwanej kariery: tandetne wykończenia liczone w metrach bieżących, porowata podsufitka, zegarek, wnętrze samochodu, zarys ludzkiej głowy wraz z oddalającą się sugestią autoportretu. Na wpół opuszczony biurowiec, niewielkie pomieszczenie na piątym piętrze, warcząca świetlówka. Tutaj czas przestał pracować na czyjąkolwiek korzyść. Pozostaje przestrzeń pozbawiona jakichkolwiek relacji ze swoim zewnętrzem, pilnowana w dzień i w noc, zabezpieczona na rzecz przyszłego, wyobrażonego interesu, być może jakiejś próby powrotu do poprzedniej formy romansu ze światem, który istnieje w dalekim zawieszeniu. Niestety strzałka czasu zmierza tylko w jedną stronę. Istnieją zatem jedynie gesty symulujące kontakt, obrazy sięgania i jednoczesnego wycofywania się ze świata, do którego powrotu już nie ma. Każda kolejna przestrzeń powstająca w tym odroczeniu to wyłącznie wyreżyserowana utopia.

 

 

Marcin Czerkasow